Solarium i balsamy opalające

Dita von Tesse, Anne Hathaway czy Natalie Portman z nich nie korzystają, a samych promieni słonecznych unikają jak ognia. Beyonce stale próbuje wybielić skórę, podczas, gdy miliony kobiet poddają się naświetlaniu w ciasnych kapsułach, a w skórę wcierają całą tablicę Mendelejewa aby mieć ciemniejsza karnację.Niezależnie od pochodzenia, każdy może być mulatkiem, a w ekstremalnych przypadkach nawet murzynem. W zależności od indywidualnego poczucia estetyki możemy być lekko muśnięci opalenizną, wyglądać jak zapaleni amatorzy marchewki lub jak byśmy właśnie wrócili z wyprawy na słońce.

Rynek jest pełen opcji dla ludzi chcących poprawić swój wygląd odrobiną opalenizny.

Największy wybór produktów jest wśród kosmetyków. Praktycznie każda firma kosmetyczna posiada w swojej ofercie samoopalacze (np. Vichy Capital Soleil) lub/i kremy brązujące (np. Vichy CAPITAL SOL). Opalenizna wsmarowana pojawia się po około trzech godzinach po aplikacji i utrzymuje się maksymalnie kilka dni. Niestety osobę posmarowaną takim specyfikiem można dosłownie wyczuć na odległość – każdy samoopalacz po kontakcie ze skórą ma taki sam, mało przyjemny zapach. Zdecydowanie najlepsze efekty sztucznego opalania uzyskuje się w solariach – korzystających z lamp UV lub natryskowych.

Branża farmaceutyczna również ma swoją odpowiedź na opalanie. Na rynku dostępne są suplementy diety (np. Aflofarm Belissa Sun), które nie tyle opalają, co przedłużają trwałość opalenizny. Każdy z produktów ma swoje plusy i minusy. Aby wybrać najlepszy dla nas najlepiej wcześniej przetestować wszystkie i wybrać najbardziej nam odpowiadający.

[table “28” not found /]